Zapraszamy do naszych biur obsługi klienta w: Katowicach, Nowym Targu, Częstochowie, Wrocławiu, Warszawie, Malborku, Jawiszowicach, Bielsku-Białej i Krakowie.

Официален блог на WebEKM EKM очаквайте сайта онлайн скоро.

Download Free Templates http://bigtheme.net/ free full Wordpress, Joomla, Mgento - premium themes.

Zdrada zapisana w genach- mamy na to dowody

detektyw Bielsko Biała

 

Z nudów, z ciekawości, z chęci sprawdzenia swoich możliwości i umiejętności. To najczęstsze powody zdrady, które wymienia autorka książki „Dlaczego zdradzamy. Światowy atlas niewierności”. Autorka bestseleru, amerykańska dziennikarka mieszkająca w Paryżu, rozmawiała z dziesiątkami osób z różnych kontynentów, próbując zrozumieć, co pcha nas w objęcia tej drugiej lub tego drugiego. Okazuje się, że „mężczyźni zawyżają liczbę swoich podbojów, a kobiety zaniżają, bo zarówno oni, jak i one dostosowują się do stereotypów płci”. Druckerman uważa, że trudno dokładnie określić, jak częstym zjawiskiem jest „związek równoległy” – jak lubi nazywać zdradę – i co do niego skłania.

Bardziej precyzyjni są natomiast genetycy i neurobiolodzy. Oni już wiedzą, które geny odpowiadają za niewierność i jak pod ich wpływem zmienia się mózg.

Gen zdrady

Aby znaleźć geny niewierności, uczeni zaczęli, jak to często bywa, od badań nad zwierzętami. Prof. Larry Young z Emory University w Atlancie za idealny obiekt analiz uznał norniki, maleńkie gryzonie podobne do myszy. Wybrał je nieprzypadkowo. Dwa gatunki tych zwierząt, norniki preriowe i górskie, wyglądają niemal identycznie. Jednak jeśli chodzi o relacje damsko-męskie, różnią się diametralnie. Samce nornika górskiego (Microtus montanus), jak większość ssaków, zmieniają partnerki, gdy tylko nadarzy się okazja. Z kolei norniki preriowe (Microtus ochrogaster) są monogamiczne. Całe życie spędzają u boku jednej samiczki. Są jej wierne do tego stopnia, że gdy ona umiera, żyją dalej w seksualnej abstynencji.

Co decyduje o ich tak odmiennym podejściu do wierności? – Gen V1aR – odpowiada krótko prof. Young. Wpływa on na produkcję wazopresyny (zwanej hormonem wierności małżeńskiej), która kieruje relacjami seksualnymi i wzmacnia pamięć przyjemnych chwil spędzonych razem. Im jej więcej, tym mniejszy pociąg do zdrady. Dlatego norniki preriowe, których gen decyduje o intensywnym wydzielaniu wazopresyny, są wierne, chętnie opiekują się partnerką i potomstwem. W odróżnieniu od norników górskich, które mają wariant genu wpływający na niewielką produkcję tego hormonu.

By się jednak upewnić, że to właśnie wazopresyna decyduje o zdradzie lub wierności, naukowcy przeprowadzili eksperyment. Wprowadzili nornikom górskim wariant genu, który powoduje intensywną produkcję tego hormonu. Efekt? Gryzonie zmieniły się nie do poznania. Z rozwiązłych poligamistów przeobraziły się w czułych i wiernych partnerów, zainteresowanych tylko jedną samiczką i jej potomstwem.

Podobnie działa wazopresyna na mężczyzn – wynika z badań Hasse Waluma ze sztokholmskiego Karolinska Institutet. Jego zespół przebadał gen receptora wazopresyny u 552 heteroseksualnych panów. Okazało się, że im więcej kopii tego genu ma mężczyzna (może nie mieć go w ogóle, mieć jedną lub dwie kopie), tym słabszy wpływ wywiera na mózg hormon i tym większe ryzyko zdrady. „Ci, którzy mieli dwie kopie tego genu, częściej bywali starymi kawalerami, a jeśli byli żonaci, częściej miewali problemy małżeńskie” – pisze David Eagleman w wydanej niedawno w Polsce książce „Mózg incognito. Wojna domowa w twojej głowie”.

Ale nawet z nich można zrobić wiernych partnerów. Wystarczy zaaplikować im oksytocynę, hormon przywiązania i czułości – czego dowiódł w listopadzie ubiegłego roku René Hurlemann z uniwersytetu w Bonn. Mężczyzn, którzy dostawali ten hormon, a byli w stałych związkach, nie interesowały inne kobiety, nawet bardzo atrakcyjne i kuszące. Seria zastrzyków najwyraźniej zniechęciła ich do skoków w bok. Kiedy bowiem obok nich przechodziła wyjątkowo pociągająca kobieta, twierdzili, że czuli się niekomfortowo, i odsuwali się, gdy była zbyt blisko. Ci zaś, którzy dostawali zastrzyki z placebo, czyli substancją obojętną, chętnie nawiązywali z nią kontakt.

O skłonności do zdrady decyduje jeszcze jeden gen – oznaczony symbolem DRD4. Odkryli go przed niespełna trzema laty naukowcy ze State University of New York w Binghamton. DRD4 wpływa na produkcję dopaminy, hormonu, który sprawia, że podczas uprawiania seksu odczuwamy przyjemność podobną do tej, jakiej dostarczają nam np. narkotyki. Osoby wyposażone w ten gen mają też bardziej liberalne poglądy, również na sprawy seksu i wierności. Gen zdrady jest dość powszechny – jak wykazał kierujący pracami Justin Garcia. Miało go aż 50 proc. przebadanych przez niego młodych osób. Pozostali zaś mają taki jego wariant, który do zdrady nie skłania.

Hormony rozwiązłości

Naukowcy wiedzą już także, jak zmienia się mózg pod wpływem hormonów i co się w nim dzieje na widok atrakcyjnej kobiety czy przystojnego mężczyzny. W mózgowym układzie nagrody zaczyna uwalniać się dopamina, co odczuwamy jako przyjemność. Im bardziej na niej czy na nim skupiamy uwagę, tym więcej przyjemności doznajemy i nabieramy apetytu na seks.

Podczas pierwszego kontaktu fizycznego z partnerem mózg zalewa fala dopaminy, stąd uczucie rozkoszy. Jednak przy kolejnych zbliżeniach w takich samych okolicznościach i z tą samą osobą uderzenia hormonu przestają być tak silne, dlatego czerpiemy z seksu mniej przyjemności. Jednocześnie pojawia się niedosyt i przemożne pragnienie, by znowu wznieść się na szczyt przyjemności. Dlatego zaczynamy szukać dodatkowych podniet. Największej przyjemności dopamina dostarczy nam jednak dopiero wtedy, gdy trafimy w ramiona innego partnera. – Kolejne uderzenia hormonu przyjemności, jakich doznajemy u boku kochanki czy kochanka, osłabiają działanie oksytocyny, która wydziela się podczas przytulania i stymulacji stref erogennych i jak obrączka wiąże ze stałym partnerem. Gdy zatem działanie oksytocyny zostanie osłabione, zdrada przychodzi łatwiej – uważa Kayna Cassard, amerykańska psycholog specjalizująca się w terapii małżeństw i autorka wielu artykułów poświęconych życiu seksualnemu.

Jak przyzwyczajenie osłabia zainteresowanie stałym partnerem, pokazały badania na myszach przeprowadzone przez naukowców z kanadyjskiego University of British Columbia. Samce, które długo przebywały w klatce z samicą, przestawały kopulować. Kiedy jednak naukowcy przenosili je do innej samicy, natychmiast powracała im ochota na seks. – Nie ma się więc co oszukiwać, ludzie znudzeni monotonią w związkach też tracą ochotę na współżycie i zaczynają rozglądać się za nowym partnerem. Takie zachowanie nazywa się efektem Coolidge’a, od anegdoty, której bohaterem jest 30. prezydent USA – mówi prof. Jerzy Vetulani, psychofarmakolog z Polskiej Akademii Nauk w Krakowie.

Calvin Coolidge wraz z żoną Grace zwiedzali kiedyś kurzą fermę. Grace uznała za niesprawiedliwość, że w jednej klatce znajduje się 30 kur i tylko jeden kogut. „Czy on potrafi zadowolić tyle partnerek?” – zapytała właściciela fermy. „Oczywiście” – potwierdził. „To proszę powtórzyć to panu prezydentowi” – poprosiła pani Coolidge. Prezydent wysłuchał właściciela fermy i też zadał mu pytanie: „A czy ten kogut zadowala 30 razy z rzędu tę samą kurę?”. „Ależ skądże, ciągle je zmienia” – odparł właściciel. „To proszę powtórzyć to pani Coolidge” – poprosił prezydent.

Zdaniem Helen Fisher, antropolog z Rutgers University, autorki bestselleru „Anatomia miłości”, efekt Coolidge’a może wystąpić już po trzech, czterech latach związku. Badając statystyki rozwodów w prawie 60 krajach, Fisher odkryła, że najwięcej rozstań zdarza się mniej więcej w czwartym roku małżeństwa. Wtedy mija bowiem największa fascynacja. Sygnały płynące z ciała i mózgu przestają działać jak miłosny narkotyk. 
– Dlatego dotychczasowy partner wydaje się mniej pociągający niż dawniej, za to inne kobiety i mężczyźni nagle zyskują na atrakcyjności – mówi prof. Bogdan Wojciszke, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Sopocie. Nie dość, że hormony każą nam zwracać uwagę na inne kobiety czy mężczyzn, to jeszcze bywa, że mózg wyłącza wtedy racjonalne myślenie. Zupełnie jakby popychał nas do zdrady – wynika z badań prof. Josepha LeDoux z New York University.

Informacje o atrakcyjnej kobiecie czy przystojnym mężczyźnie płyną bowiem ze wszystkich zmysłów znajdującego się w mózgu układu limbicznego, który jest powiązany z emocjami. Mogą być tam dostarczane dwiema drogami – dłuższą albo krótszą. W pierwszym przypadku obraz osoby, która nas pociąga, najpierw trafia do racjonalnej kory przedczołowej, a dopiero na końcu do układu emocjonalnego. Wtedy najpierw myślimy, potem czujemy, a na koniec działamy. Możemy więc kontrolować zachowanie – świadomie dopuścić się zdrady albo wytrwać w wierności. Sygnały ze zmysłów mogą jednak skrócić sobie drogę – pominąć obszary odpowiedzialne za rozumowanie i popłynąć wprost do układu limbicznego. Ta droga przewodzenia informacji w mózgu jest jak autostrada – bardzo szybka i trudna do zablokowania. Nie ma wtedy większych szans, by oprzeć się pokusie zdrady. Dlatego on czy ona dopuszcza się jej, zanim zdąży pomyśleć o konsekwencjach. Kiedy potem nękany wyrzutami sumienia tłumaczy: „Nie wiem, jak to się stało” – mówi prawdę.

Zalety poligamii

Badania mózgu i działania hormonów potwierdzają to, co od lat powtarzają antropolodzy i biolodzy ewolucyjni: człowiek nie jest monogamiczny i rządzą nim ukryte siły, które zachęcają do zdrady. Cechy te odziedziczyliśmy po naszych najdawniejszych przodkach, którym poligamia dawała szansę na przeżycie i rozwój gatunku. – Odbywanie stosunków z wieloma kobietami było dla mężczyzny opłacalne. Mógł bowiem zostawić po sobie więcej genów i potomstwa, niż gdyby miał tylko jedną seksualną partnerkę – mówi prof. Jerzy Vetulani.

Gdy jednak człowiek zaczął polować, przeszedł na monogamię – twierdzi Desmond Morris, brytyjski zoolog. Powód tej decyzji był prozaiczny. W czasie wspólnych wypraw łowieckich konieczna była lojalność i współpraca mężczyzn. Rywalizacja o kobiety bardzo by w tym przeszkadzała. Nasi przodkowie zaczęli więc łączyć się w pary. Co nie znaczy, że naturalne skłonności do współżycia z wieloma partnerami zaniknęły. Dlatego właśnie pojawił się problem zdrady.

Od początku mieli do niej skłonność nie tylko mężczyźni. W społeczeństwach łowiecko-zbierackich kobiety – chociaż łączyły się w pary z mężczyznami – były od nich niemal całkowicie niezależne. Zdobywały samodzielnie aż 80 proc. pożywienia. Mogły więc sobie pozwolić na zmianę partnerów. Sytuacja zmieniła się, gdy pojawiły się społeczeństwa rolnicze. Kobiety zostały uzależnione od męskich żywicieli i musiały im się podporządkować. Jednak dziś, przynajmniej w krajach Zachodu, znowu stają się coraz bardziej niezależne. Mogą bez trudu same się utrzymać. Nie muszą być wierne jednemu. I nie są.

Częstsze zdrady kobiet to z pewnością efekt coraz bardziej liberalnego podejścia do seksu. Ale także biologicznego instynktu. Zdaniem prof. Davida Perretta ze szkockiego University of St Andrews, niewierność jest dla kobiety korzystna. Na ojca swych dzieci szuka ona mężczyzny wyposażonego w zdrowe geny, a takie – jak jej podpowiada intuicja – znajdzie u faceta o męskim wyglądzie, dobrze zbudowanego, silnego. – Właśnie na takich mężczyzn kobiety zwracają szczególną uwagę w okresie owulacji. Wtedy są też najbardziej skłonne do zdrady – mówi prof. Bogdan Wojciszke. Macho, choć atrakcyjny fizycznie, ma jednak istotną wadę. W jego organizmie są zazwyczaj duże pokłady testosteronu, który nie sprzyja długotrwałym związkom.

Wytrwa on w wierności przez kilka miesięcy – zazwyczaj wtedy, gdy zostaje ojcem. Wówczas w jego organizmie spada poziom testosteronu, a on sam przeobraża się w pełnego czułości opiekuna – co wykazał niespełna dwa lata temu Christopher Kuzawa z Northwestern University w Chicago. To wystarczający czas, by między synem a ojcem powstała silna emocjonalna więź, ale zbyt krótki, by przywiązać mężczyznę na stałe do matki jego dzieci. Dlatego – niejako wbrew naturalnemu instynktowi – najlepiej, gdy na stałego partnera kobieta wybierze mężczyznę, którego organizm produkuje niewiele testosteronu. Dzięki temu będzie on opiekuńczy i łagodny.

Większe szanse na przetrwanie będzie miał też ten związek, w którym oboje mają odmienne geny kodujące białka MHC (od ang. Major Histocompatibility Complex, czyli głównego układu zgodności tkankowej). Już przed laty ustalono, że im większa jest różnorodność, tym lepiej dla potomstwa. Tym mniejsze ryzyko, że urodzi się ono obciążone wadami genetycznymi. Teraz okazuje się, że intuicja podpowiada – głównie kobietom – że mężczyzna o odmiennym niż ona MHC będzie dla niej dobrym partnerem. Takiemu warto dochować wierności. Przynajmniej na jakiś czas.

Autor: Dorota Romanowska Newsweek.pl

--------------
Jeśli masz pytania, jeśli podejrzewasz zdradę- nie czekaj. Już dziś skontaktuj się z nami.
Zapraszamy do kontaktu:
www.ktozdradza.pl
Zadaj pytanie: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
lub napisz prywatną wiadomość na Facebooku.
Telefon Alarmowy: 507-507-924
Za konsultacje nie pobieramy żadnych opłat.

Pracujemy przez całą dobę- 7 dni w tygodniu!

Onlain bookmaker bet365.com - the best bokie

Detektyw